Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Komunikacja, NLP, rozwój osobisty

Skazani na sukces, czyli wyrok w...

30 listopada 2018

Wygląda na to, że przed bombardowaniem sukcesem nie da się w obecnych czasach uciec. Podlany propagandowym obornikiem sukces zdradziecko nas...

Blask, czyli o (nie)mocy pierwszego wrażenia

26 marca 2014, komentarze (2)

Niektórzy mają to wypisane na twarzy, inni na innych częściach ciała. Tych innych części niekiedy nie widać, dlatego trudniej odgadnąć, z kim masz do czynienia. Czy twój rozmówca faktycznie jest taki wspaniały, jak ci się wydaje? Czy zatem stanie się twoim przyjacielem czy wręcz przeciwnie?

Na temat pierwszego wrażenia wypluto już hektolitry śliny, wypuszczono hektolitry gazów i wypocono hektolitry potu, mniej cuchnącego z powodu stosowania dezodorantów skutecznych przez 72 godziny. Zatem nagadano się i co z tego wynika?

Pierwsze wrażenie robi się tylko raz, zgodnie z nazwą. Chyba że ktoś ma amnezję, to wtedy można więcej razy. Czasem spotykasz kogoś, kto poraża i oślepia cię swoim blaskiem, robi to do tego stopnia, że jesteś pod tak silnym wrażeniem, że wyłącza ci się dosłownie wszystko. Wyłącza się to, co masz włączone na przykład wtedy, kiedy z marsem na czole kontrolujesz zmęczoną kasjerkę, czy przypadkiem nie pomyliła się o grosz przy wydawaniu reszty. A tu dostajesz fleszem po oczach i jesteś pod wrażeniem.

Innym razem flesz nie błyska i nic się nie dzieje. Poznajesz kogoś, fajerwerków brak, powiewa wstępną nudą, więc zanosi się na nici. W tych czasach, kiedy wszystko ma być intuicyjne, a więc łatwe, szybkie, lubię to, rzadko dochodzi do głębszej refleksji i drugiej szansy. Z tą drugą szansą to też trochę tak jak z przepowiadaniem pogody przez górali, czyli będzie padać albo nie będzie padać. Może się sprawdzić, aczkolwiek nie musi.

Mimo wszystko upieram się, że ludzie oceniają innych zbyt szybko. Równie szybko, albo nawet jeszcze szybciej skłonni są wykluczyć potencjalnych znajomych z kręgu zainteresowań. Tu działa chemia, owszem, ale czy nie warto czasem zwolnić i dać sobie nieco więcej czasu na lepsze poznanie tego drugiego człowieka? W wielu przypadkach okazuje się, że ktoś gburowaty okazuje się świetnym rozmówcą, natomiast „dusza towarzystwa” okazuje się sflaczałym, wręcz śmiertelnym nudziarzem, kiedy wyrwie się go z jego ulubionego środowiska, czyli z centrum zainteresowania.

A może by tak wprowadzić pewną technologiczną nowinkę, która znacznie ułatwiłaby rozpoznawanie innych: dzięki wszczepionemu czipowi od każdego człowieka będzie bić blask, świadczący o tym, jak fajnym człowiekiem jest. I tak – im kto fajniejszy, tym się silniej świeci. Pewnie doszłoby do tego, że ci super/hiper/mega fajni świeciliby razem z całym swoim dobytkiem. Nie musieliby pewnie włączać świateł w samochodzie ani w domu. To dopiero oszczędność!

A przechodząc pod blokiem wystarczyłoby popatrzeć w czyjeś okno i od razu wiedziałbyś, kto tam mieszka i czy warto. Wtedy cały ten proces poznawania, z tymi udawanymi uśmiechami i płytką serdecznością nie byłby potrzebny. Wszystko miałbyś podane na przysłowiowej tacy, bez robienia żadnego wrażenia. Pierwszego, drugiego, en-tego. Proste. Zero wysiłku. Wchodzisz albo zamykasz aplikację. Żadnych konsekwencji. I wszystko za free. Brzmi głupio? Dajmy sobie jeszcze parę lat.

I choć życie staje się prostsze z każdą upływającą sekundą, wtedy stałoby się proste do potęgi. Pytanie tylko, do jakiego poziomu prostoty można dojść? Czasy są proste, jednak prostota – prostactwo – przekracza niekiedy wszelkie dopuszczalne normy.

Aha – pamiętaj o intuicji. Tego nic nie zastąpi. Nawet najbardziej zaawansowana nawigacja po ludzkich sercach i umysłach. Tak mi się przypomniało na koniec.

2 komentarze

hen, 01.04.2014, 15:53

W pigułce - od czasu do czasu spotykam kogoś i wiem, że nic z tego nie będzie, coś nie gra, coś nie działa i koniec. drugiego wrażenia nie będzie, bo nie ma woli kontaktu, nic na siłę, bo na co to komu.

ivo, 01.04.2014, 18:51

zgadzam się z hen