Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Trener nowych czasów

Po maturze, czyli polowanie na czarownice

1 lipca 2014, komentarze (2)

Teatr absurdu

Zastanawiam się, na ile rozczarowanie wynikami matur jest prawdziwe. Bo prawdę mówiąc, kto przy zdrowych zmysłach spodziewał się fajerwerków? Czy ministerialne mózgi naprawdę myślały, że ciągłe obniżanie wymagań i poziomu nauczania doprowadzi do tego, że maturzyści – w rozpaczliwym odruchu kolektywizacji – solidarnie dadzą radę zdać egzamin (pseudo)dojrzałości.

Wyniki zawiodły, nie po raz pierwszy zresztą, więc rozpoczęło się szukanie winnych. Niebawem zapłoną stosy, na których jęczeć w mękach piekielnych będą czarownice winne całego zamieszania.

Nisko, coraz niżej

Mam w tym miejscu takie oto pytanie: skoro ustawicznie obniża się wymagania, to jak można oczekiwać lepszych wyników? Skoro przed młodymi ludźmi opuszcza się poprzeczkę, to co musiałoby się stać, żeby ci młodzi wykazali choć minimum zaangażowania i tę poprzeczkę chcieli przeskoczyć? Nieatrakcyjny cel raczej nie zainspiruje do podjęcia działań. A młode umysły powinny dostać coś, o co warto się trochę postarać, bo w późniejszym życiu zostaną bezbronni i z płaczem, jeśli nadopiekuńczy rodzice na przykład się rozwiodą i przestaną się nimi opiekować. Kurczę, aż sam się wystraszyłem takiej wizji.

Liceum dla każdego?

Z drugiej strony kto powiedział, że każdy dziewiętnastolatek powinien zdawać maturę? Zepchnięcie szkół zawodowych na margines na korzyść liceów ogólnokształcących nie było dobrym pomysłem. Bo czym jest dzisiaj matura? Papierem, który nic nie znaczy. Młody człowiek idzie potem na studia, na które nawet nie musi się dostawać, tylko jest na nie przyjmowany z honorami. No i mamy potem studentów, którzy poza przerywnikami języka podwórza nie mają nic do powiedzenia, mimo że produkują masę dźwięków mowopodobnych. Liceum nie musi być dla każdego, tak jak nie każdy musi mieć mercedesa.

Ofiary rankingów

W dzisiejszym liceum (tak jak w podstawówce i gimnazjum) liczą się rankingi i realizowanie podstaw programowych, w większości przypadków totalnie oderwanych od życia. Wiem coś o tym, bo między innymi dlatego ze szkoły odszedłem. Mnożenie bzdurnych papierów zajmuje tyle czasu, że nie ma kiedy na dobre zająć się prawdziwym nauczaniem i przekazywaniem wiedzy.

Kto potrzebuje tych nieszczęsnych rankingów? Chętnych do zbierania pochwał uzbiera się niezła grupa: dyrektor szkoły, nauczyciele, rodzice dzieci, czy wreszcie przedstawiciele systemu oświaty, którzy z dumą oświadczą, że dzieci zaznaczyły kwadraciki w testach w 90% poprawnie. A jak to zaznaczanie kwadracików ma się do realnego życia? Zapytajcie kogoś z systemu i obserwujcie ich miny.

Zatem rozpoczęła się narodowa dysputa i szukanie winnych. Podejrzewam, że trochę to potrwa, parę osób się wzburzy, ktoś tam zostanie być może zwolniony, sprawa przycichnie i od września ten przerdzewiały pociąg znów ruszy w podróż po swoich krzywych torach.

A może patrzę na to zbyt pesymistycznie / realistycznie / optymistycznie?

2 komentarze

Proff, 09.07.2014, 18:32

To co teraz określa się mianem studenta to też jakiś żart. Wcale mnie nie dziwi, że nie zda taki potem egzaminu, bo się nie uczył, i jest rozpacz, załamania i wizyty troskliwych rodziców. Próg dorosłości mentalnej jakoś się przesunął, chyba rodzice chcą dłużej mieć dzieci na własność

Mariusz Włoch, 09.07.2014, 21:21

To koszt przyśpieszonej dojrzałości płciowej. Psychika nie nadąża.