Mariusz Włoch Blog

Zapraszam cię też na:

Polityka cookies

Trener nowych czasów

Czy TRENER oznacza to samo co NAUCZYCIEL?

15 października 2013, komentarze (4)

Nie. Każdy trener jest w jakiejś części nauczycielem, mało który nauczyciel potrafi być trenerem.

Na czym zatem polega różnica?

Nauczyciel w głównej mierze przekazuje wiedzę i zakłada, że uczeń tę wiedzę przyswoi. Niestety, nauczyciel rzadko mówi swojemu uczniowi, jak ma się uczyć oraz do czego ta konkretna dawka wiedzy się mu przyda.

Nauczyciel kontroluje, czy uczeń przyswoił sobie przekazaną wiedzę. Odbywa się to zwykle w formie sprawdzianów, testów czy quizów, przy czym sprawdzana jest w ten sposób głównie wiedza teoretyczna. Praktyka rzadko się tu pojawia.

Polska szkoła to skostniała struktura. Efekt tego skostnienia jest taki, że polscy nauczyciele tkwią w potrzasku odgórnych nakazów i nie mają zbyt wielu okazji i szans, by zrobić coś innowacyjnego – opierają się tylko i wyłącznie na podstawie programowej. Sporadycznie nauczyciel decyduje się nauczyć czegoś młodych ludzi w sposób niestandardowy. Bo to wykracza poza ramy. A uczniowie lubią przecież nowości. Przyjemniej jest się nauczyć nowych rzeczy, kiedy zostaną zaprezentowane w inny niż dotychczas sposób.

Kłopot polega na tym, że niewielu nauczycielom chce się szukać nowych rozwiązań i nowych dróg dotarcia do ucznia. Łatwiej zastosować stary sposób, bo inni go dotąd stosowali i jakoś tam się sprawdzał. Nauczyciel chowa się za dziennikiem jak za tarczą, a po lekcji i tak go przynoszą na tarczy, bo mentalnie przegrał kolejną bitwę. Poza tym nauczyciel, który wychodzi poza szkolne schematy, nie jest zbyt mile widziany w gronie tych, którzy chcą utrzymać pracę i dotrwać do emerytury.

Typowy nauczyciel bazuje na suchej wiedzy przekazanej mu na studiach, dlatego z reguły już na wstępie szufladkuje ucznia. Nauczyciel rzadko komunikuje się z uczniami – spotykałem takich, którzy uważali, że skoro mają dziennik, nie muszą robić nic więcej. No i ten fatalny brak dystansu do siebie i śmiertelna powaga…

Trener jest dla swojego podopiecznego partnerem, choć to bardzo trudne zadanie, wymagające wielu umiejętności komunikacyjnych i relacyjnych. Trener pokazuje partnerowi, jak coś zrobić. Pokazuje mu rzeczy przydatne i użyteczne w taki sposób, że stają się ważne.

Trener to motywator – pokazuje swojemu partnerowi, do czego może zastosować zdobywaną wiedzę i umiejętności. Nic przecież nie motywuje bardzie niż celowość i sensowność działań. Trener to oczywisty lider, jednak podczas zajęć sprawia, że uczeń ma poczucie, iż w dużej mierze sam znalazł drogę do rozwiązania zadania. Trener sprawia, że uczeń przejmuje odpowiedzialność za to, co robi. Dzięki temu można odejść od typowo szkolnego podejścia bo to nie było zadane i przejść na etap świadomego rozwoju.

Trener podchodzi do siebie z dystansem, bo zna swoją wartość. Nie musi bez przerwy udowadniać, że jest lepszy.

Nauczyciel karze ucznia za popełniony błąd, trener pyta: czego cię to może nauczyć?

Trener konfrontuje partnera z rzeczywistością, pomaga mu ją zanalizować i wyciągnąć wnioski a potem urealnia i urzeczywistnia tę nowa wiedzę pokazując jak ją zastosować w życiu.

Podsumowując: nauczyciel mówi do ucznia, a trener rozmawia ze swoim partnerem.

4 komentarze

Ed, czynny edukator, 17.10.2013, 18:31

Zastanawiam się, kto, gdzie i jak miałby kształcić "trenerów", którzy potem mogliby pracować w szkole, bo na studiach wałkowane są tylko rzeczy teoretyczne. Później student pedagogiki albo jakiegoś pokrewnego kierunku ma praktyki w szkole, jest miło i przyjemnie, a uczniowie mają okazję, żeby podłapać parę lepszych stopni. Po studiach, jeśli dobrze pójdzie, absolwent idzie do szkoły i pracuje jako nauczyciel. No i tu mamy początek końca, zderzenie dwóch światów, bardzo sobie wrogich. Byłoby dobrze, gdyby kadra profesorska na uniwersytetach pojęła, że studentów trzeba uczyć czegoś nowego - trzeba ich uczyć sztuki komunikacji, a nie wypełniania papierów. Boję się, że ta zmiana wymaga czasu, możemy jej nie doczekać w tym stuleciu.

Jadzia, 18.10.2013, 13:16

Śledziłam ostatnio w Gazecie Wyborczej cykl artykułów o zmianie nastawienia do rozwoju uczniów w szkolnictwie. Cóż, jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale któraś musi być pierwsza. Coś się zaczyna zmieniać. Szkoły prywatne już dość często zwracają uwagę na to, kto i jak prowadzi zajęcia. Kreatywność nauczycieli zabija karta nauczyciela. Dobra konkurencja na rynku pracowników może tylko polepszać jakość takich usług.

ivo, 19.10.2013, 22:11

Prawdziwy trener musiałby być prawdziwym desperatem, żeby pracować w państwowej szkole.

Desperatka, 22.10.2013, 18:03

A jednak desperaci się zdarzają!